
Wnętrze auta wypełniają odgłosy rozbijających się o dach kropli deszczu. Co jakiś czas silny powiew wiatru uderza z jedynej nieosłoniętej ścianą spichlerza strony, kołysząc całym pojazdem na boki. Pogoda jest fatalna, na dzisiaj zapowiedziano sztorm.
Siła wiatru jest tak potężna, że co jakiś czas rozrywa chmury. Pustą lukę wypełniają wtedy promienie słonecznego światła, oświetlając przy okazji fasadę jednego z gdańskich spichlerzy, tego który podobnie jak większość pozostałych czeka na ostateczne podjęcie decyzji o rewitalizacji, odnowie i remoncie tego co da się jeszcze z Wyspy Spichrzów uratować. Nad autem słychać uderzającą bezustannie blachę. Mam wrażenie, że zaraz spadnie na moje auto niszcząc je dokumentnie. Od piętnastu minut czekam na kolejny przebłysk słońca, chociaż nie wiem, który to już raz czekam na światło w tym miejscu.

Wyspę Spichrzów fotografuję od 2006 roku, ale nawet teraz po naświetleniu kolejnej rolki filmu mam wrażenie, że można tu zrobić o wiele więcej. Teren jest potężny i praktycznie cały nadaje się do fotografowania. Najbardziej reprezentacyjna i prestiżowa część starówki sześćdziesiąt lat po wojnie pozostaje bowiem nadal nie zagospodarowana. Zagraniczni turyści patrzący w kierunku Wyspy z Zielonego Mostu myślą często, że pozostawione tak ruiny mają, niczym pomnik przypominać, o tragicznych losach miasta i żyjących w nim w czasie wojny ludzi. Z drugiej strony swój kawałek ziemi chce tu wykupić niemal każdy deweloper w Trójmieście. Nie ma się zresztą czemu dziwić, skoro trudno na chwilę obecną, wyobrazić sobie lepszą lokalizację w tej części kraju, w środku dużej metropolii, znakomicie skomunikowaną, a do tego malowniczo otoczoną wodą i resztkami zabytkowych spichlerzy.

Dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionego dewelopera, udało mi się nawet zajrzeć do jednego z nich i sfotografować go od środka. Wpadające przez pojedyncze odsłonięte okna światło nie było w stanie oświetlić całego wnętrza kolejnych zwiedzanych pięter. Każde z nich ma bowiem potężną kilkuset metrową powierzchnię. Dlatego właśnie, po wnętrzach spichlerza Deo Gloria oprowadzał mnie stróż upewniając się, że nie wpadłem do jednej z wielu służących do rozprowadzania zboża po piętrach budynku dziur. Klatkę schodową wypełniały śmieci, gruz i zalegające na podłodze gołębie odchody, na ścianach co jakiś czas widniał napis: Palenie Wzbronione. Kiedy weszliśmy na dach okazało się, że rozpościera się z niego wspaniały widok na Gdańską starówkę, zostałem tam aż do czasu kiedy skończyły się wszystkie negatywy.

Teraz siedząc w samochodzie tuż obok wejścia do tego samego spichlerza zastanawiam się nad jego przyszłością. Kilka dni wcześniej w Dworze Artusa odbyła się kolejna, poświęcona rewitalizacji Wyspy Spichrzów konferencja. Wszystkim marzy się, że w 2012 roku, na otwarcie mistrzostw, Wyspa wyglądać będzie zupełnie inaczej, ma to być tętniąca życiem dzielnica, zabudowana luksusowymi mieszkaniami, hotelami i całą towarzyszącą temu infrastrukturą. Czy te założenia staną się rzeczywistością? Zobaczymy już niedługo, tymczasem warto wybrać się tam na spacer, pochodzić po starym XIXwiecznym bruku, zobaczyć resztki linii tramwajowej, albo porostu spojrzeć na Gdańską starówkę, tą już odbudowaną, z zupełnie innej, “wyspianej” strony. Polecam, nawet w najgorszą pogodę.
0 Odpowiedzi do “Wyspa”
Napisz odpowiedź