
Jest takie miejsce w Gdańsku, które codziennie mijają setki tysięcy ludzi i prawie nikt go nie zauważa. Popada w ruinę chociaż jest jednym z niewielu takich miejsc na świecie, co gorsze stan tego obiektu zagraża przejeżdżającym pod nim pociągom i znajdującym się w nich pasażerom.
Do wybudowanej w sąsiedztwie Wrzeszczańskiego dworca Nastawni dojść można jedynie idąc wzdłuż torów po dzielącym tą dzielnicę wale. Wybudowano ją jeszcze przed I Wojną Światową i jest to jedna z jedynie dwóch tego typu nastawni nadal istniejących w Europie. Jej wyjątkowość wynika z konstrukcji. W przeciwieństwie do standardowych nastawni, położonych na ogół obok lub pomiędzy torami, ta Wrzeszczańska została nad nimi zawieszona. Taka konstrukcja nazywana jest bramową i w tym konkretnym przypadku została użyta po prostu z braku miejsca na wspomnianym wale. Kiedy na początku XX wieku przebudowywano linię kolejową, Wrzeszcz był już zatłoczoną, tętniącą życiem dzielnicą. Aby odseparować tory od miasta skorzystano ze sprawdzonego w Europie i USA rozwiązania polegającego na podniesieniu ich ponad ulice i domy. Tak powstał potężny wał obłożony z dwóch stron żelbetonową konstrukcją. Zastosowane rozwiązanie sprawdza się do dzisiaj, ale jego głównym mankamentem był brak miejsca w najbliższym otoczeniu torów, a co za tym idzie wszelkie budowle pomocnicze dla dworca kolejowego znaleźć się musiały pod lub nad nimi.

Wnętrze Nastawni wypełniają góry śmieci i gruchanie mieszkających tu gołębi. Ich odchody pokrywają podłogę grubą warstwą. Drzwi wejściowe już dawno ktoś wyłamał. Za progiem widać wiodące na górę schody, prowadzące do głównego pomieszczenia znajdującego się dokładnie nad torami. Przechodzę przez resztki broniącej kiedyś dostępu do wnętrza konstrukcji z desek i dykty i powoli wchodzę po kręconych, żeliwnych schodach. Są piękne, staram się wyobrazić sobie jak wyglądałaby zdobiona żeliwna balustrada gdybym miał okazję oglądać ją w lepszym stanie. Na końcu schodów trafiam do dużego pomieszczenia, kiedy wyłaniam się z za drzwi wszystkie gołębie nagle zrywają się do lotu i uciekają przez powybijane okna. W suficie i podłodze widać resztki znajdującej się tu kiedyś maszynerii. Przez jedną ze znajdujących się nade mną dziur obserwuje mnie para gołębi, które doszły widocznie do wniosku że jako nielot nie jestem w stanie do nich doskoczyć. Te, które w pierwszej chwili czmychnęły teraz wracają i z zaciekawieniem obserwują moje zmagania ze światłomierzem i aparatem. Wodząc wzrokiem po wnętrzu pomieszczenia zauważam leżącą na ziemi książkę. Widać, żę leży tu od niedawna bo gołębie nie zdążyły jeszcze pokryć jej swoimi odchodami. Co jakiś czas, wpadający przez puste okno powiew wiatru, przewraca kolejne strony książki. Na zszarzałych kartkach widać ilustracje wykonane w stylu Art Deco, jak na ironię obowiązującego w sztuce, w czasach gdy budowano Nastawnię…

Schodząc słyszę przejeżdżającą za ścianą kolejkę SKM, cały budynek trzęsie się w posadach. Przez moment nie potrafię powstrzymać strachu. Bezpieczniej czuję się dopiero po wyjściu na zewnątrz. Stan Nastawni skazuje ją na rozbiórkę, sytuację pogarsza jeszcze fakt, iż z powodów prawnych nie da się jej na chwilę obecną wpisać na listę zabytków. Z powodu Euro 2012, najbliższe lata stoją dla Gdańska pod znakiem gwałtownej rozbudowy sieci komunikacyjnych w tym również połączeń kolejowych. Czas pokaże czy Wrzeszczańska Nastawnia przetrwa tą zawieruchę.
ale fajnie…
przechodzac nieopodal, za kazdym razem myśle o wejściu tam,niestety w moim przypadku na myśleniu sie skończylo.
jakiś czas temu zastanawiałam się co to jest. spodobał mi się ten budynek bo taki nietypowy jest. teraz wiem czym był i dlaczego nie widziałam czegoś podobnego nigdzie indziej. mam nadzieję że nie rozbiorą tego tylko jakoś zakonserwują.
a tak w zasadzie to czemu nie można jej wpisać na listę zabytków?
Przypomnia mi się moje dzieciństwo spędzone we Wrzeszczu, niedaleko dworca zresztą, na jednym z podwórek ul. Lendziona… czy to nie było przypadkiem tak, że wcześniej to ktoś tam nawet mieszkał? Jak przez mgłę pamiętam widok suszących się upranych ubrań rozwieszonych sznurkach rozciągniętych na długości “balkonu” nastawni
Całkiem niedawno zobaczyłam, ze ten obiekt stanowi zagrożenie. Do tej pory przypuszczałam, że wciąż jest w użytkowaniu. A na domek nad torami zwróciło moją uwagę dziecko, gdy jechałyśmy autobusem pozdrawiam.
Szkoda mi tej nastawni, bo tak niszczeje!