
Kiedy w 1852 roku otwierano pierwszy dworzec kolejowy w Gdańsku, miasto pogrążone było w głębokim kryzysie. Pod rządami Pruskimi, Gdańsk utracił swoje polityczne znaczenie, stolicę regionu przeniesiono do Królewca (dzisiaj: Kaliningrad), a wraz z nią urzędy, ludzi i… pieniądze. Na domiar złego trwające od końca osiemnastego wieku rozbiory Polski, praktycznie uniemożliwiały swobodne przesyłanie zboża z głębi kraju. Nic więc dziwnego, że gdańszczanie z takim utęsknieniem czekali na połączenie kolejowe z resztą Europy. Na peronie nowo wybudowanego dworca zebrały się wytworne damy i eleganccy dżentelmeni. Wypatrując nadjeżdżającego od strony Tczewa pociągu, podziwiali neoklasyczną architekturę masywnego gmachu. Wśród wyczekujących mieszkańców kręcili się tragarze i obsługa kolei, a pod drzwiami dworca ustawiła się kolejka gotowych do drogi dorożek. To był ważny dzień dla Gdańska i jego mieszkańców. Połączenie miało przywrócić miastu chociaż część dawnej świetności i rangi.