
Pana Tadeusza Srokę poznałem, kręcąc sie po Domu Opieki Społecznej w Gdańsku. Przyjął mnie w swoim pokoju i od razu zaznaczył, że nie ma dla mnie za dużo czasu, ponieważ właśnie obchodzi swoje osiemdziesiąte urodziny, nalegał abym dołączył do gości. To była huczna impreza zorganizowana w bibliotece na ostatnim piętrze domu. Pan Tadeusz dogadał się z bibliotekarką i tą metodą udało mu się zaaranżować chociaż namiastkę domowej atmosfery. Były ciastka, owoce, szampan i “dziewczyny”, czyli panie, z którymi na co dzień jada posiłki przy jednym stole. Był tam również jego najlepszy przyjaciel i sąsiad z pokoju obok, były pilot, pan Henryk.

Wszyscy bawili się świetnie, ale najbardziej i najgłośniej bawił się sam jubilat. Na przemian rozśmieszał czerwieniące się od jego dowcipów panie, to znów je komplementował. Kilka dni później ponownie zjawiłem sie w pokoju pana Tadeusza, prosząc aby opowiedział mi swoje życie.
Nie urodził się w Gdańsku, przyjechał tu dopiero po wojnie. O swoich pierwszych wrażeniach mówi: Jak zobaczyłem Gdańsk pogrążony w ruinach, to wydawało mi się, że my tego miasta to za trzydzieści, a może nawet pięćdziesiąt lat nie odbudujemy. Przyjechał tu aby douczyć się zawodu. Chciał zostać zegarmistrzem, mimo, że w czasie wojny, w rodzinnym Sandomierzu, pracował w laboratorium fotograficznym. To było laboratorium “Nur fur Deutsche”. Zdjęcia niemieckich oficerów, które kazano mu tam robić, powielał zawsze w nieco większej niż zamówiona ilości i nadwyżkę dostarczał do swoich przełożonych w AK. Współpracę z tą organizacją wypominano mu jeszcze wile lat po wojnie. Pierwszą pracę w odbudowującym się Gdańsku znalazł na rogu ulic Grunwaldzkiej i Morskiej w warsztacie zegarmistrzowskim J. Mańka, świetnego specjalisty i … alkoholika. Młody Sroka codziennie biegł na drugą stronę ulicy po wódkę dla mistrza, aż do czasu gdy przyłapała go na tym żona szefa. Rozgoryczony Maniek powiedział mu wtedy, że będzie z niego taki zegarmistrz jak z mysiej pysi reisen tasche, cytuje pan Tadeusz. Mimo tak nieobiecującej prognozy, w 1947 roku udało się mu zdać egzamin czeladniczy, a siedem lat później mistrzowski. Ten drugi wisi na ścianie, dokładnie nad drewnianym warsztatem, przy którym pan Tadeusz przepracował pięćdziesiąt pięć lat. Po zdaniu egzaminu mistrzowskiego, Sroka wykładał również w Gdańskiej Szkole Zegarmistrzowskiej, założonej przez jednego z najsłynniejszych zegarmistrzów w tamtych czasach, Kazimierza Adla. W dzień wykładał w szkole, a w nocy naprawiał zegarki.

Chociaż jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się to niemożliwe, w 1956 roku pan Tadeusz wprowadził się do mieszkania na świeżo odbudowanej ulicy Mariackiej, zmienił pracę i do lat siedemdziesiątych, kiedy wyprowadził się do Poznania, pracował u jubilera na ulicy Szewskiej, zaraz obok kościoła Mariackiego.
Naszej rozmowie cały czas towarzyszy tykanie zgromadzonych w okół zegarów, najstarsze mają po sto lat, wszystkie są sprawne, w jednym brakuje tylko wahadła. Mój gospodarz wie dokładnie jak zbudowano każdy z nich i do czego służył. Ten był kolejowy, pokazuje pan Tadeusz, a ten na warsztacie to dziewięćdziesięcioletni budzik firmy FG.
O 13:00 wszystkie zegary zaczynają wybijać pełną godzinę, pokój wypełniają kolejno wygrywane melodie i kukanie. Nie mam wyboru, przerywam rozmowę…
BARDZI CIEKAWA HISTORIA :) 100 LAT DLA JUBILATA :)
MAM MAŁE PYTANIE… KIEDY OPUBLIKUJESZ NAGRANE ROZMOWY I DZWIĘKI?
Dzięki bardzo za zainteresowanie. Publikacja tej strony prawdopodobnie potrwa trochę czasu. W tej chwili dobieram jeszcze muzę. Jej użycie będzie wymagało formalnej zgody wytwórni lub autora, a to trwa. Poza tym czeka mnie jeszcze kilka zdjęć. Cały czas szukam ludzi, starych Gdańszczan, którzy zgodziliby się ze mną porozmawiać i daliby się sfotografować. Jeśli kogoś znasz chętnie o tym usłyszę.
Dzięki bardzo za odpowiedź. Niestety nie będe mógł Ci pomóc, chociaż bardzo bym chciał ale nie znam za bardzo starszych gdańszczan, ponieważ jestem z Tczewa (około 30 km od Gdańska, nie wiem czy orientujesz sie gdzie to jest) ,a do Gdańska przyjeżdżam na studia( Marzyłem o ASP ale wszystko poszło nie tak i wylądowałem na WSB,w sumie nie wiem po co to napisałem :))
no nic… miłej pracy :) pozdrawiam i czekam dalej :)
Porozmawiaj może ze starszym panem z ulicy Karłowicza (chyba 19, druga połowa domu , który sąsiadował z nieistniejącą już piekarnią), jest ciekawą osobą , był kiedyś dziennikarzem.
pozdrawiam
Wystarczy przyjechać i zagadać ocb?
Nie jest to do końca takie proste. Z każdą z osób spotykałem się kilkukrotnie zanim udało się uzbierać wystarczająco dużo materiału. Wbrew pozorom łatwiej jest zrobić zdjęcie niż wyciągnąć z ludzi najciekawsze, czasmi najbardziej skrywane kawałki ich życia. To jest w tej pracy (dokumencie) najbardziej fascynujące i pociagające.