
Wchodzę do ciemnego pokoju, na trzecim piętrze jednego z gdańskich Domów Pomocy Społecznej. Chwilę wcześniej, wprowadzająca mnie tam pani Dyrektor ostrzegła, że będzie mi ciężko cokolwiek nagrać. Panią Halinę zastaję siedzącą na środku łóżka, czytającą. Pokój wypełniają dźwięki starego, ukrytego pod kołdrą radia. Siadam obok, przy stole. Próbuję się przedstawić, o coś zapytać…wszystko na nic. Odpowiedzią na każde pytanie są wyrwane z kontekstu opowiadania, dziejące się na przemian w latach trzydziestych, sześćdziesiątych i w teraźniejszości. Z przedwojennego lata w majątku ojca, przenosimy się nagle na audiencję u Papieża, albo na Uniwersytet. Nagranie jest tak chaotyczne, że trudno z niego cokolwiek zrozumieć. Zrezygnowany wpadam na jeszcze jeden pomysł, proszę aby przeczytała swój wiersz.
