13
paź
07

Wiera

Wiera Wittman, moja babcia, jest osobą od której zaczyna się ta opowieść. Urodziła się w 1914 roku, w zupełnie innej rzeczywistości, w zupełnie innym świecie. Przeżyła dwie światowe wojny i dwie rewolucje. Przed tą pierwszą, Październikową, musiała jako dziecko uciekać z będących wtedy pod Rosyjskim zaborem Kielc. Pamięta głód i biedę, która wtedy panowała. Wspominając te czasy mówi: Niezapomniany widok furmanek albo samochodów, ze zwisającymi, sinymi nogami ludzi, którzy umierali masowo z głodu lub na tyfus…tego się nie zapomina do końca życia.

Wiera Wittman

Do Gdańska trafiła zaraz po wojnie w 1945 roku. Nie mieli z mężem wyboru, Warszawa, w której mieszkali dotychczas, została kompletnie zburzona. Jak wielu, życie musieli zaczynać od początku. Z Warszawy przyjechała na buforze, pomiędzy wagonami towarowego pociągu. Miała ze sobą jedynie kawałek słoniny, która w tamtych czasach była nie tylko kaloryczną potrawą ale również handlową walutą. W czerwcu, miesiąc po wojnie, dotarła reszta rodziny. Jej mąż, Borys rozpoczął pracę w Biurze Odbudowy Portu, dostali mieszkanie, później służbowy samochód. W domu była nawet pomoc domowa, Katia, rodowita Gdańszczanka, która pracowała dla naszej rodziny przez kilka lat, aż do czasu kiedy zakochała się w rosyjskim oficerze i po ślubie wyjechała z nim do ZSRR. Podobno strasznie kradła. Babcia pamięta wszystkich sąsiadów. Mówi o nich: Sama elita, inteligencja, która przyjechała tutaj na stanowiska na Politechnice Gdańskiej… To było towarzystwo sympatyczne, miłe…urządzało się zabawy, bale przebierańców, na które stroje szyło się ze starych firanek i szmat…piękne suknie…

Wiera Wittman

Z panią Staniszkis urządziły w sąsiednim bloku przedszkole, dla szesnaściorga urwisów, których trudno było upilnować. Dla dzieci, szczególnie chłopców, ta okolica była jak raj, spalone, niemieckie samoloty na pobliskim lotnisku Zaspa i opustoszałe hangary, były niekończącym się źródłem pomysłów i rozlicznych gadżetów. Dwaj synowie notorycznie przynosili do domu amunicję albo ołów, przetapiany później na żołnierzyki.

Jej mąż był zapalonym sportowcem i namiętnie grywał w piłkę nożną. Pewnie dlatego, pracując jeszcze w BOPie, zaangażował się w tworzenie i prowadzenie Klubu Sportowego Lechia. Teraz to największy i najważniejszy klub sportowy w Gdańsku.

Wiera Wittman

Dzisiaj wielu bohaterów Babcinych opowieści już nie ma, ale ona sama trzyma się dobrze, nigdy nie straciła wigoru dziewczyny podróżującej na buforze pomiędzy wagonami. W wieku 93 lat nie potrafi rzucić palenia i nigdy nie odmawia kieliszka dobrego koniaku.


8 Odpowiedzi do “Wiera”


  1. 1 Nadia
    październik 14, 2007 o 5:15 pm

    Coś niesamowitego, jestem pod głębokim wrażeniem.

  2. październik 15, 2007 o 1:17 pm

    Czytając to naszła mnie chęć ponownego przeczytania ”Opowiadań” Borowskiego, czy ”Zdążyć Przed Panem Bogiem” Hanny Krall. Bezpośrednia rozmowa z osobą, która to przeżyła to coś wyjątkowego, a sposów w jaki to opisałeś jest mistrzowski…
    Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis… (zakłądy mięsne przeczytane :) )
    pozdrawiam

  3. 3 Beeker
    październik 17, 2007 o 6:03 am

    Gratuluje stronki…
    Pozdr.
    Beeker

  4. 4 Beeker
    październik 17, 2007 o 6:05 am

    Stronka MEGA!

  5. 5 ,,,,,
    październik 18, 2007 o 8:22 pm

    coś wspaniałego aż chce sie czytać napisz swoja i rodziny autobiografie…… będę zaglądać:)

  6. luty 12, 2009 o 4:41 pm

    lza się kręci w oku, jeśli mam być szczera to się poryczałam na całego, że za życia mojej Babci /urodziła sie w 1912 roku, niestety zmarła w 2007, mając 95 lat/ nie okazałam jej tyle szacunku i uwagi by jej historie zanotowac, ocalić przed zapomnieniem. mam tylko jedno jej zdjęcie z ostatnich lat życia, powiedziałam – Babcia usmiechnij sie, i ten ulamek sekundy kiedy podnosila kubek z kawą z uśmiechem na twarzy. Bez niej czuję pustkę i dlatego cieszę się, że Ty zrobiłeś “cokolwiek” za mnie.


Dodaj komentarz




październik 2007
P W Ś C P S N
    lis »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031